Kidawa TV, czyli jedna z najdziwniejszych kampanii wyborczych. Jest też mroczny spot

Widziałem mnóstwo spotów wyborczych. Jednak ostatnie działania promocyjne Platformy Obywatelskiej i jej kandydatki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej to jest najdziwniejsza kampania jaką pamiętam. Wychodzi brak pomysłu i chęć zastraszenia narodu. Całość opatrzona hasłami Kidawa.tv i #OniWyboryMyŻycie.

Światło dziennie ujrzały spoty wyborcze Platformy Obywatelskiej, która wystawiła do walki o fotel prezydenta Małgorzatę Kidawę-Błońską. To w zasadzie dwa nieco ponad 2-minutowe filmy w kompletnie dwóch innych konwencjach.

Kidawa.tv, czyli prawie jak w programie informacyjnym

Prawie jednak robi dużą różnicę. Pierwszy spot wyborczy jest utrzymany w formie paraprogramu informacyjnego. Historia kampanii wyborczych zna mnóstwo podobnych pomysłów. Pojawienie się takiego spotu w ogłoszeniach wyborczych ma skupić uwagę przez wywołanie wrażenia specjalnej treści.

Jednak w spocie Kidawa.tv raczej pojawiają się nieco inne odczucia. Od samego początku jest w reklamie coś nie tak. Prezenterka - prowadząca "wydanie" - stanowi całkiem nową twarz w telewizji. To jest Aleksandra Gajewska - posłanka z PO. Prowadzący, główne i jednocześnie te prawdziwe wydania wiadomości, są doskonale znani widzom. W efekcie przeciętny oglądający od samego początku spotu odbiera go z niepokojem i podejrzeniem. Zastanawia się nad tym, co tu się dzieje, a nie nad przekazem. Widz nie ma poczucia komfortu.

Potem pojawia się profesor Fryderyk Zoll. To kolejna osoba nieznana szerzej w mainstreamie. Większość za to zna lub przynajmniej kojarzy Andrzeja Zolla, również profesora prawa, czyli ojca wspomnianego Fryderyka Zolla. Czy to sztuczny zabieg? W głowie widza wywołuje spore wątpliwości - wywołuje w nim odruch, by sięgnąć po smartphona i sprawdzić, kim jest ów Fryderyk Zoll. Uwaga widza wtedy ucieka. Nie ma powrotu.

Zamiast skupić się na rozpoznawalnej postaci jaką jest kandydatka na prezydenta - Małgorzata Kidawa-Błońska - przez minutę widz próbuje się odnaleźć w spocie, po czym dowiaduje się o tym dlaczego, wybory są niebezpieczne. Jednak niewiele z tego pamięta, bo uwaga widza jest kompletnie rozproszona poprzednimi informacjami. Prezenterką i prawnikiem, który "przegadał" cały spot.

Na koniec ciśnie się jeszcze jedno pytanie: gdzie są emocje w spocie? Ja ich nie znalazłem. Jak ktoś je dostrzegł zachęcam do skomentowania poniżej.

I jeszcze jedno. Ten spot w ogóle nie nadaje się do kolportowania w sieci. Nie skupi uwagi przez wywołanie wrażenie specjalnego programu informacyjnego. Wrzucenie go do sieci skończy się może klęską wizerunkową i okazją do śmieszkowania.

Jest też spot #OniWyboryMyŻycie, czyli czeka nas śmierć

W tej wyborczej reklamie nie występuje już kandydatka na prezydenta Platformy Obywatelskiej. Ten jednak spot jest mocno - jakby to powiedziała nasza wspaniała młodzież: "creepy", czyli po prostu przerażający.

Muzyka jak z horroru, obrazki bałaganu na Poczcie Polskiej, a także ratownicy w odzieży ochronnej w związku z pandemią koronawirusa. Materiał ma przestrzec Polaków przed wyborami. Wykorzystano też dwuznaczność słowa "urny". Jednak klimat spotu i użyty znak krzyża wskazuje na urny z prochami.

Na koniec przypomniano środkowy palec. Jednak nie pokazano posłanki PiS Joanny Lichockiej, a kogoś z najwyższych władz Prawa i Sprawiedliwości, kto odjeżdża samochodem i przez okno limuzyny pokazuje "f**k off". W tle jest siedziba partii rządzącej przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

Przekaz jest kompletnie destrukcyjny wobec miękkiego elektoratu Platformy Obywatelskiej, jeśli taki jeszcze istnieje. Materiał skierowany jest bardziej do działaczy Komitetu Obrony Demokracji. Jego promocja w mediach nie zagwarantuje odbicia w sondażach, a potem w wyborach. Strasząc wyborców urnami nikt jeszcze wyborów nie wygrał. Czeka nas po prostu śmierć po wyborach.

Podsumowanie

Postaram się to zrobić krótko. Stratedzy od marketingu politycznego... zejdźcie z tej drogi.

Czytaj też: Wszystkie wpadki Małgorzaty Kidawy Błońskiej. Ich liczba wciąż rośnie

Ankieta: Spot którego kandydata na prezydenta mam ocenić jako następny?

Nie ma jeszcze komentarzy.

Zostaw komentarz